Liczba osób, które korzystają z czytników, moim zdaniem, rośnie.
Nie jestem kilkuletnim użytkownikiem czytników. Co więcej, korzystam z jednego czytnika, ale już jestem wstanie wyrobić sobie zdanie na pewne tematy związane z tym rynkiem.
Zacznę od tego, że nie chodzę do księgarni, ani też nie przeglądam nowości wydawniczych. Książki kupuję, kiedy zobaczą coś taniego, czego nie czytałem, kojarzę autora lub opis z tyłu mnie zachęci do zakupu.
Przechodząc do sedna sprawy i porównania...
Pierwsza kwestia... cena książek vs e-booka.
Przeczytałem gdzieś, że jeśli książka kosztuje około 30 zł. za normalną wersję (czyt. normalna książka, kartki, papier itd.), a jest ona sprzedawana za 9,99 (lub coś około tego) w wersji elektronicznej, to nie jest to do końca dobre.
Szczerze?
Takie ceny powinny być normalnie, a nie w momencie promocji.
WAŻNE!!
Jeśli zwykły sklep (market) daje coś na promocji, to... i tak na tym zarabia. Żaden sklep, który obniża ceny, nie obniża ich do poziomu kosztów. Chyba, że sklep wyprzedaje coś lub jest likwidowany, ale i wtedy cena rzeczy jest na takim poziomie, aby sprzedawca coś na tym zarobił.
Co to oznacza dla kupującego e-booki w Polsce?
Że i tak jest łojony i zdziera się z niego marżę.
Moje pytanie jest: za co zdziera się na e-booku?
Za to, że ktoś wykupuje licencję (czyt. wersję elektroniczną) wstawia dany tytuł na serwer i kupując go, tak naprawdę zlecam wysłanie mi pliku na maila, czy czytnik?
Naprawdę, cały ten system tak dużo kosztuje?
Czy ktoś jest mi wstanie powiedzieć, że cena e-booka, który nie zawiera w sobie ceny papieru, krojenia, drukowanej okładki (tusz), kosztów logistycznych (transport), aby była ona na poziomie tylko trochę niższym niż normalna książka.
Porównajmy sobie cenę:
Steve Jobs - Walter Isaacson
Normalna książka i normalna cena - księgarnia na rynku: powiedzmy, że 60 zł.
W internetowej księgarni - wersja normalna: od 40 zł - odbiór osobisty, do około 56 zł. już z przesyłką (za pobraniem) - najtaniej, lub 64-65 zł. (już z przesyłką) - gdzie stawiamy na bardziej znaną księgarnię.
Cena e-book: powiedzmy 45 zł.
Mowa o książce, która ma 730 stron.
Harry Potter, który ma ponad 770 stron kosztuje normalnie w księgarni 49 zł. a w internecie jeszcze taniej.
Wracając do Steva, to na allegro można znaleźć normalne książki od 30 zł (cena już z przesyłką) do powyżej 60 zł. (gdzie w cenę wliczona została przesyłka).
I ja tu wiedzę problem. Ponieważ, różnica między jedną wersją, a drugą to około 15 zł (czyt. cena w księgarni na rynku, a normalną ceną wersji e-book). Czy to dużo, czy mało, to już oddaje wam do przemyślenia.
Ponieważ kupując czytnik, wydaje pieniądze na niego, kupując e-booki, jego zakup w pewnym sensie ma mi się... zwrócić.
To trochę tak jak ze zmywarką: kupuje się ją, nie dlatego, aby nie stać przy zlewie wieczorami, ale aby oszczędzić sobie czas i wodę. Jeśli dane urządzenie nie daje nam oszczędności, to poco je kupować?
I podobne podejście mam do czytników.
Moim zdaniem, cena książki o Jobsie powinna oscylować na poziomie około 38, 40 zł. wtedy, można by się zastanowić nad kupnem. Co więcej, nie wierzę w to, że jeśli cena e-booka byłaby na poziomie 39 zł. nie znalazłoby się więcej kupujących.
Druga kwestia... wykorzystanie normalnej książki, a tej e-lektronicznej.
Książka papierowa ma tą zaletę, że jeśli jest nie trafionym zakupem, można ją... odsprzedać (odzyskując pewną kwotę lub całą kwotę), wyżyć się na niej, podarować ją komuś, albo spalić w kominku lub piecu.
Z wersją elektroniczną... no właśnie, przenieść na inny czytnik, albo skasować, chyba że zmuszę się do jej przeczytania.
Trzecia kwestia... promocje w marketach dla normalnych książek.
Nie zdziwi chyba nikogo fakt, że są osoby, które kupują książki np. w Biedronce lub innych marketach, gdzie cena książki to 14,90 zł - 21 zł. Wiem, że to są stare tytuły, ale jeśli ich nie czytałem, to dla mnie są nadal nowe. Dzięki temu nabyłem 3 książki Kinga, których nigdy bym nie kupił w księgarni. I może to wydania kieszonkowe (choć książka do kieszeni nigdy by się nie zmieniła) to jednak jest książką.
Wydanie e-book to cena... od 21 zł. do około 26 zł.
I może mi ktoś powiedzieć, skąd taka różnica, i na co idzie ta różnica?
Kolejną sprawą są kiermasze i wyprzedaże, na których można kupić książki, których nigdy byśmy nie kupili (chodzi o normalną książkę), a po niższej cenie, jesteśmy wstanie to zrobić.
Czym jednak różnią się takie wyprzedaże, z promocjami e-booków?
A tym, że jeśli ktoś coś sprzedaje, to pod pewnymi względami zależy mu na sprzedaniu czegoś, a nie zarobieniu na tym. Dla sprzedającej osoby, dany tytuł nie ma wartości, dlatego taka, a nie inna cena niska.
W przypadku promocji na stronie, którą daje dany sklep to... cena, która i tak daje sprzedającemu podmiotowi zysk.
Czwarta rzecz... wygoda.
Jeśli czytnik nie ma podświetlenia, czytanie na nim nie różni się za wiele od czytania normalnej książki.
Jeśli czytnik ma podświetlenie, tutaj urządzonko zyskuje.
I tylko tyle, bo więcej nie da się napisać :)
Piąta rzecz... dostępność.
Niby e-booki są bardziej dostępne, jeśli się ma połączenie z internetem. Problem w tym, że jeśli jadę gdzieś pociągiem, a przeczytałem już wszystko na czytniku mam trzy wyjścia:
a) zacząć czytać to co już czytałem
b) kupić sobie coś nowego (czyt. nowy tytuł)
c) odłożyć czytnik.
A co zrobić, kiedy nie mam internetu, na przykład jedziecie do babci na wieś, gdzie internet ma co druga osoba, ale nie wy?
Pozostaje czytanie tego co macie w czytniku, nawet jeśli to było już przeczytane.
Jeśli zagadniemy kogoś znajomego i zajedziemy na temat czytania i załatwimy sobie jakąś książkę, to będzie ona normalną wersję, a nie elektroniczną. Czy wtedy czytnik jest nam do czegoś potrzebny?
Podsumowując.
Czytnik, e-booki to nie jest zła rzecz, ale cały system i infrastruktura, moim zdaniem, wieje komuną. To powoduje, że w pewnych momentach przepłacamy, a w innych zyskujemy, ale ten zysk jest wliczony w eksploatację urządzenia.
A tak naprawdę to jest tak, jak z telefonami dotykowymi: kiedy nie mamy możliwości połączenia z internetem, nasz super, wypasiony telefon staje się tylko... telefonem.
Tak samo jest z czytnikiem - jeśli przestajemy mieć dostęp do internetu, przestajemy mieć dostęp do sklepów e-booków, w tym momencie nasz czytnik to taka chuda książka, która kryje kilkanaście lub kilkadziesiąt tytułów i tyle.
A co powiecie na to, że kiedy kupujecie swój pierwszy czytnik, a nie mieliście żadnego wcześniej, to na nowo kupionym nie macie praktycznie książek?
Co wtedy macie czytać?
Czytnik to urządzenie, przedmiot dla ludzi, którzy mimo wszystko czytają i spajają się z czytnikiem (czyt. myślą), w innym przypadku... to urządzenie będzie tylko gromadziło kurz na sobie, zamiast gromadzić książki.
ps.
Są to tylko i wyłącznie moje przemyślenia odnośnie e-booków i czytników. I mogą się one zmienić w trakcie poznawania tego spektrum, oraz poznawania tego świata.
24 lut 2014
17 lut 2014
Wstępnie: Steve Jobs - Walter Isaacson
Historia Jobsa, człowieka, który z kilkoma innymi osobami stworzyli Apple, a później rozwinęli firmę na tyle, aby stała się ona...wielka.
Zabawne, że większość wielkich obecnie firm powstała prawie w tym samym momencie co Apple, +/- około 5 lat: Intel, HP itd.
Historia Steve zaczyna się od praktycznie lakonicznego bajania o dorastaniu, pasjach i próba wytłumaczenia charakteru Jobsa. Problem w tym, że jeśli ktoś wcześniej, co trochę zabawne, że nawiązuje do innej książki o wymyślonym bohaterze, czytał "Harrego Pottera i Insygnia śmierci" i skonfrontował wspomnienia o Dumbledore Elfiasa Doge, z tymi Rity Skeeter. To szybko odkryje fakt, że treść wspomnień o zmarłym czarodzieju praktycznie nie różnią się tonem, stylem opisu, z nie ociosanym, może nawet wrednym tekstem reporterki.
I właśnie w takim tonie zaczyna się, a później cały czas toczy opowieść o człowieku, który miał wiele za uszami i nie był takim ideałem, na jakiego może kreować go ta biografia. Narkotyki, dziecko do którego się nie przyznawał przez jakiś czas, bycie bezwzględnym wobec siebie (diety, filozofia) i innych np. zwolnienie pracownika za nie taką odpowiedź jaką oczekiwał Jobs.
Ale ta książka to nie tylko historia o człowieku, który zrewolucjonizował komputer osobisty, ale też o mechanice prowadzenia firmy, ideach i zasadach jakimi firmy powinny się kierować, jeśli chcą być dobrze postrzegane i chcą zarobić na tym co robią. Ta książka to kopalnia wiedzy dla tych, którzy mają pomysł, mają dryg, mają jakieś umiejętności i chcą na tym zarobić.
Jako, że jest to wstępna recenzja, to powinna ona zachęcić was do kupienia tej książki i przeczytania samemu.
Jedno jest pewne, na pewno na tym nie stracicie, jeśli interesuje was Apple, Jobs, prowadzenia firmy, czy ochota na sprzedanie tego, co robicie bardzo dobrze.
Zabawne, że większość wielkich obecnie firm powstała prawie w tym samym momencie co Apple, +/- około 5 lat: Intel, HP itd.
Historia Steve zaczyna się od praktycznie lakonicznego bajania o dorastaniu, pasjach i próba wytłumaczenia charakteru Jobsa. Problem w tym, że jeśli ktoś wcześniej, co trochę zabawne, że nawiązuje do innej książki o wymyślonym bohaterze, czytał "Harrego Pottera i Insygnia śmierci" i skonfrontował wspomnienia o Dumbledore Elfiasa Doge, z tymi Rity Skeeter. To szybko odkryje fakt, że treść wspomnień o zmarłym czarodzieju praktycznie nie różnią się tonem, stylem opisu, z nie ociosanym, może nawet wrednym tekstem reporterki.
I właśnie w takim tonie zaczyna się, a później cały czas toczy opowieść o człowieku, który miał wiele za uszami i nie był takim ideałem, na jakiego może kreować go ta biografia. Narkotyki, dziecko do którego się nie przyznawał przez jakiś czas, bycie bezwzględnym wobec siebie (diety, filozofia) i innych np. zwolnienie pracownika za nie taką odpowiedź jaką oczekiwał Jobs.
Ale ta książka to nie tylko historia o człowieku, który zrewolucjonizował komputer osobisty, ale też o mechanice prowadzenia firmy, ideach i zasadach jakimi firmy powinny się kierować, jeśli chcą być dobrze postrzegane i chcą zarobić na tym co robią. Ta książka to kopalnia wiedzy dla tych, którzy mają pomysł, mają dryg, mają jakieś umiejętności i chcą na tym zarobić.
Jako, że jest to wstępna recenzja, to powinna ona zachęcić was do kupienia tej książki i przeczytania samemu.
Jedno jest pewne, na pewno na tym nie stracicie, jeśli interesuje was Apple, Jobs, prowadzenia firmy, czy ochota na sprzedanie tego, co robicie bardzo dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)