Zaczynając czytać drugą część cyklu, Mroczna wieża, miałem w pamięci pierwszą część. Część dobrą, ciekawą, bez zbędnego biadolenia, czy opisów.
Część II, Mrocznej wieży, to już King w starym stylu, opisowy, rozwlekający się nad pewnymi rzeczami, czasami przynudzający, albo skupiający się na nic nie wnoszących rzeczach, zamiast pchać historię do przodu.
Pierwsze 25% książki (wg. wskazań czytnika) to... początek przygody Rolanda z pierwszym bohaterem, jaki stanie u boku rewolwerowca. Ma ich być trzech. Więc gdzie pozostali, kiedy akcja z pierwszym... ciągnie się niemiłosiernie (czyt. nawet się na dobre nie zaczęła)?
Choć historia jest dość intrygująca, to pisarz sam ją, moim zdaniem, trochę niszczy swoim przywiązaniem do szczegółów, czy opisów pewnych sytuacji.
Ciekawi mnie jednak, co będzie dalej, ale nie czyta się już tego tak jak pierwszą część.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz