22 lut 2015

Recenzja: Mroczna wieża III - Stephen King

Nie było wstępnie, bo stwierdziłem, że będzie to zbędne.

Trzecia część Mrocznej wieży, to podążanie ścieżką promienia - Ronalda, rewolwerowca, Eddiego, oraz Susannah. To początek nauki, dwóch nowych bohaterów, bycia rewolwerowcami. Na początek walka z wielkim i silnym niedźwiedziem. To także problemy Ronalda z psychiką. To też historia Jake, który też traci zmysły. Początek książki, to pokazanie, że droga promienia istnieje także w innym świecie.
W jaki sposób Jake odkrywa prawdę, jak przechodzi, a raczej wraca do świata rewolwerowca?
Zaczniecie czytać, to się przekonacie.
Ważniejsze staje się to, że czwórka naszych bohaterów wreszcie trafia na żywe stworzenia i nie są to zwierzęta, a ludzie.
Jak pociąg z bajki dla dzieci, którą kupuje Jake wiąże się z super szybkim pociągiem w świecie Ronalda?
Dobre pytanie :) A odpowiedź w trzeciej części.

Muszę się przyznać, że jak dwójkę potrafiłem jakoś zmęczyć, czasami zmuszając się, do kontynuowania jej, tak trzecia część Mrocznej wieży, na początku ciekawi, potrafi wciągnąć, ale później... zrobiłem sobie ponad miesięczną przerwę w czytaniu. Nie ciągnęło mnie do tego, aby wiedzieć: Co się stanie z Jake, jak sobie poradzi Ronald, gdzie dotrą pozostali bohaterowie?
Ale kiedy przebrnie się, przez tą... jałową część, to książkę zaczyna nabierać rozpędu. Cała historia klaruje się, zaczyna nawet ciekawić.

Recenzja: Mroczna wieża II - Stephen King

Dra część z cyklu Mroczna wieża, to opowieść o bohaterach, którzy mają przystąpić do Ronalda, jako towarzysze.
Mimo, że książka jest pisana przez pisarza w jego klasycznym, normalnym stylu, da się jakoś to przyswoić. Ponieważ drugi towarzysz, jakiego rewolwerowiec przeprowadzi przez drzwi, na plaży, nie będzie zwykłą osobą. Będą to w pewnym sensie dwie osoby w jednej osobie.
Trzecia osoba... sami musicie się przekonać.
Druga część to skupienie się na małym wprowadzeniu w świat Ronalda, jak i też pokazanie, że jego życiową drogą jest dotarcie do tytułowej mrocznej wieży.
Książka pisana jest cały czas tym samym tonem, choć początek z czarnoskórym chłopakiem, jest dość... długi, to już na pozostałe postaci King pozostawia niewiele stron, choć każda z postaci dość dobrze charakteryzuje i opisuje.
Jednakże, decyzje podjęte w tej części, będą mieć swoje konsekwencje po części trzeciej.

Książkę nie czyta się z taką przyjemnością, jak to się miało z częścią pierwszą.
Pisarz czasami potrafi perfidnie przeciągać fabułę, albo trącić jakiś przydługawy opis.

12 lip 2014

Wstępnie: Mroczna wieża II - Stephen King

Zaczynając czytać drugą część cyklu, Mroczna wieża, miałem w pamięci pierwszą część. Część dobrą, ciekawą, bez zbędnego biadolenia, czy opisów.

Część II, Mrocznej wieży, to już King w starym stylu, opisowy, rozwlekający się nad pewnymi rzeczami, czasami przynudzający, albo skupiający się na nic nie wnoszących rzeczach, zamiast pchać historię do przodu.

Pierwsze 25% książki (wg. wskazań czytnika) to... początek przygody Rolanda z pierwszym bohaterem, jaki stanie u boku rewolwerowca. Ma ich być trzech. Więc gdzie pozostali, kiedy akcja z pierwszym... ciągnie się niemiłosiernie (czyt. nawet się na dobre nie zaczęła)?
Choć historia jest dość intrygująca, to pisarz sam ją, moim zdaniem, trochę niszczy swoim przywiązaniem do szczegółów, czy opisów pewnych sytuacji.

Ciekawi mnie jednak, co będzie dalej, ale nie czyta się już tego tak jak pierwszą część.

9 lip 2014

Recenzja: Mroczna wieża - Stephen King

Rozpocząłem czytanie, Misja Ambasadora - Trudi Canavan, gdzie książka jest, jak dla mnie, zbyt monotonna i flegmatyczna. Zaczyna się dość przyzwoicie, ale później fabuła zaczyna krążyć koło młodego chłopaka, maga geja (między chłopakiem, a magiem nie dochodzi do niczego) i jakiegoś wyjazdu w jakieś mało przyjazne tereny... bla, bla, bla.
Może kobietom podoba się ta narracja i fabuła, ale mnie nie porwała.

Zacząłem szukać na czytniku zamiennika i wybrałem: Mroczna wieża - Stephen King. Podobno dobra powieść Kinga, ale miałem w pamięci nieukończone, nadal, "Stukostrachy", gdzie King zmierzył się z fantastyką i, moim zdaniem, poległ totalnie i całkowicie. Więc można było zrozumieć moją nieufność wobec "Mrocznej wieży", gdzie pisarz mierzy się z inną formą niż: sensacja, albo horror.

Jednak Mroczna wieża - Stephen King, wciągnęła mnie jak bagno. Zanim się spostrzegłem, to po kilku dniach miałem przeczytane 50%.
Zaletą książki jest fakt, że pisarz nie rozczula się nad opisami przyrody, czy jakich czynności, ale pisze tyle ile potrzeba, aby wyobraźnia sama dopisała resztę. Nie odczuwa się też faktu, że książka była pisana przez... kilkanaście lat.

Sama historia Rolanda, rewolwerowca, jest ciekawa, choć o jego przeszłości dowiadujemy się na późniejszych kartach. I nie przeszkadzało mi to, że od przeszłości do teraźniejszości są luki.
Wykreowany świat to połączenie dzikiego zachodu i czasów współczesnych. Opis przeprawy bohatera przez pustynie... Czasami odnieść można wrażenie, że kroczymy za rewolwerowcem i patrzymy na jego zmagania, na zetknięcie się z gadającym krukiem, albo spotkanie z chłopcem, który trafił do świata Rolanda z naszych czasów. Jednak rewolwerowiec prze naprzód, cały czas, za Człowiekiem w czerni.

Co czeka Rolanda w miasteczku Tuli, czy wygrał on pojedynek z mistrzem, a może zostanie skazany na banicję, co stanie się z Jake'm - to wszystko w książce :)

Szczerze polecam. Naprawdę przyjemnie mi się czytało tę książkę. Mogę to porównać do "Wiedźmina" Sapkowskiego, którego czytałem kiedy byłem w wojsku.

ps,
Nie napisałem Wstępnie, ponieważ zanim się obejrzałem, byłem poza połową książki.

22 kwi 2014

Recenzja: Policja - Jo Nesbø

Do prawie połowy nie kojarzyłem kto jest kim w tej książce, ponieważ bohaterów w niej trochę jest, a każdy ma jakąś swoją historię.
Później bohaterowie się wykruszają i sytuacja się klaruje.

Nie zmienia to faktu, że to książka typowo o policji i policjantach, ich tajemnicach, ciemnych interesach, czy działaniach. Nikt nie jest idealny.

Jeśli chodzi o prowadzenie fabuły, to na pewno nie jest ani King, ani inny pisarz, w tej książce zmienia się czasami wszystko, a czasami nic, ale i tak chce się ją czytać. Jedynie końcówka jest trochę przeciągnięta i jakby tak trochę na szybko wykańczana, bo jak tu zakończyć wielowątkową fabułę. Nie wspomnę o mieszaniu się jednych spraw z drugimi, co potrafi skołować.
Nie chcę tutaj nikomu psuć frajdy z czytania, ale jakoś nie chce mi się wierzyć, aby osoba, która zabija drugą, przykładając jej pistolet do skroni nie miała wyrzutów sumienia, nie miała koszmarów, czy nie przeżywała tego, no ale ja tej książki nie pisałem.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie, wątki poboczne, które przez chwilę stają się wątkami głównymi bardzo fajnie konstruowane, choć czasami jest ich za wiele w jednym miejscu. Jo Nesbø chyba specjalnie kończy książkę w sposób nie do końca zamykając ją... przeczytacie, to będziecie wiedzieć o czym piszę ;)

Na początku książki dostajemy w ryja, a później jesteśmy ciągani za ucho przez wiele aspektów życia policjantów, ale tak przed końcem trafia się fragment raczej stonowany, usypiający i jakiś taki bez emocji, aby później wyjaśnić nam wszystko i się zakończyć.


3 kwi 2014

Wstępnie: Policja - Jo Nesbø

Wstępnie zaczyna się z grubej rury, bo zabójstwami. W to wszystko poprzeplatane są sprawy osobiste policjantów, romanse, zdrady, czy zazdrości.

Powiedziałbym, że początek książki (czyli około 1/3) to fajny wstęp. Problem w tym, że wiele bohaterów na początku jest, w moim odczuciu, bezbarwna, słabo nakreślona i nie wyróżnia się niczym nadzwyczajnym, od policjanci.
I sam do około 40/50% książki nie umiałem dojść kto jest kim, naprawdę. Czasami zastanawiałem się, o którym bohaterze teraz jest ciągnięty wątek.

Plusem jest fakt, że mimo wszystko chcemy dowiedzieć się, co będzie dalej, jak potoczą się losy danych postaci.
Ale jak napisałem, natłok nazw, imion, osób sprawia, że na początku można zostać przytłoczonym natłokiem tego wszystkiego. Dobrze, że później wszystko się klaruje i prostuje, a fabuła zakręca, nurkuje, aby po chwili zwolnić.

Jedno jest pewne, to nie King, gdzie fabuła jest jedna i wokół niej wszystko się kręci. Tutaj fabuła przeskakuje z jednego wątku na drugi, gdzie ten pierwszy okazuje się tylko wątkiem pobocznym.

12 mar 2014

Recenzja: Bezsenność w Tokio - Marcin Bruczkowski

Muszę przyznać, że książka jest naprawdę fajna, ale tylko jej 2/3, końcówka to rozlazłe nic nie wnoszące przynudzanie - moje własne zdanie, ale do rzeczy.

Japonia widziana oczami Polaka, który spędził w niej dość czasu (kilka lat), aby móc z pełną świadomością opisać swoje doświadczenia w książce.
Na początku trzeba się przyzwyczaić do stylu autora (albo ja to musiałem zrobić), bo nie jest on sztywnym literackim stylem opisywania wydarzeń.
I kiedy już zaczniemy wczytywać się w pierwsze strony książki, szybko odkryjemy, że ta tytułowa bezsenność to jakaś lipa. Bo Marcin bardzo szybko przestawia się (choć miał z tym problem od lat) z działania w nocy, na działanie w dzień.
Książka zawiera masę informacji o Japonii do momentu kiedy to dociera się tak do 2/3 książki - moment wycieczki dwoma autami. Od tego momentu książka i cała historia staje się tak rozlazła jak wyciamkana guma do żucia. Chodzi o przeskoki czasowe, które były stosowane wcześniej, ale wtedy autor nas o tym jakoś informował, a od 2/3 można się trochę pogubić, ile to miesięcy minęło, co się przez ten czas działo, i skąd Marcin wie tyle o żeglarstwie? Pod koniec książki ja zacząłem się już gubić: ile to już miesięcy minęło od ostatniego akapitu, czy poprzedniego rozdziału. Ostatnie rozdziały nie wnoszą także nic pod względem merytorycznym, to od takie opowiadanie: co się w życiu Marcina porobiło. Nawet kryzys (brak pieniędzy) jest opisywany w dość... lakoniczny sposób.
Patrzenie na Japonię jako cudzoziemiec i jako jej mieszkaniec od kilku lat... - fajny pomysł na książkę.
Jednak mi brakowało pod koniec książki jednego: opisu, analizy jak się zmieniła Japonia w przeciągu tych kilku lat, jakie mijają między pierwszym rozdziałem, a ostatnim. W książce nie mamy okresu roku, czy dwóch, ale kilku lat, co oznaczać może spojrzenie na pewne zmiany, czy przemiany, a o nich ani słowem. Najlepiej to widać w przypadku spotkania Marcina z państwem, które go podwoziło "autostopem" (gdzieś tak środek, już nie początek książki).

Książka zawiera masę informacji o Japonii, doświadczeń i przeżyć. Nie brakuje w niej też zdjęć, które ukazują piękno tego kraju, jak i pewne absurdy, czy kontrasty.

Jeśli interesuje cię Japonia, to polecam ci tę książkę, ale nie sugeruj się tytułem, Marcin bardzo szybko przestawia się na tryb dzienny.

Książka przedstawia też w pewnym sensie sposób myślenia Polaka "na wygnaniu", który dorabiając się pieniędzy zaczyna piąć się w szczebelkach zamożności, co w momencie utraty pracy kończy się... niejednokrotnie upadkiem prawie na samo dno.
Zarabiam, stać mnie... więc kupuję droższe i fajniejsze rzeczy, zmieniam mieszkanie itd. - to zazwyczaj prowadzi do jednego: braku oszczędności, nawet po 10 latach przebywania w danym kraju.